Konwenty i warsztaty

Noc Muzeów – Kępno

Noce Muzeów stają się ostatnio bardzo popularne. Ciekawa forma spędzania wolnego czasu i stanowczo alternatywa dla przesiadywania w wielkich centrach handlowych. W maju zostałam zaproszona (prywatnie) na Noc Muzeów do Muzeum Ziemi Kępińskiej. Mój stary znajomy z młodzieńczych lat Tomasz Tajnert został v-ce dyrektorem kępińskiego muzeum, a z racji tegorocznej tematyki japońskiej zaprosił mnie na ten dzień do Kępna. Cała impreza zaczynała się późnym popołudniem. Po zebraniu ekipy wypadowej – Paweł i Ania – ruszyliśmy na dzień pełen przygód i bombardowania umysłu ciekawostkami o Japonii. 

Na miejsce przybyliśmy wcześnie. Spodziewałam się, że Tomek czasu nie znajdzie przy natłoku spraw jakie musi ogarnąć w tym dniu – a jednak miał dla nas czas. Wstępnie w gorący dzień jakim była tamta sobota poszliśmy na lody, aby nieco się ochłodzić a następnie skierowaliśmy się do muzeum mieszczącym się na rynku. Budynek wciśnięty za ratuszem, z odnowioną elewacją przyciągał wzrok. Do czasu rozpoczęcia imprezy zostało prawie półtorej godziny więc mieliśmy chwilę na zwiedzanie Muzeum. Za przewodnika mieliśmy samego Pana v-ce Dyrektora co sprawiło mi przyjemność bo dawno się nie widzieliśmy. Pokazał nam i oprowadził po wszystkich wystawach w piwnicy. Z racji wścibskiego charakteru (mówię o sobie) zadawałam szereg pytań odnośnie artefaktów – na szczęście Tomek jest archeologiem i o wielu rzeczach z wykopalisk był w stanie mi opowiedzieć. Zbiory niewielkie, ale bardzo ciekawe i co najważniejsze bardzo fajnie wyeksponowane. No ale… Imprezy czas zacząć.

Mnie najbardziej zainteresował koncert WAON – wspaniały zespół o którym już kieeedyś wspomniałam 🙂 Nigdy nie miałam okazji jechać do Warszawy na ich koncert a Noc Muzeów mi to ułatwił 😉

W czasie przygotowań zespołu do koncertu przysiadłam sobie z Anią do stolika, gdzie pewna Pani rozkładała książki o origami. Masa kolorowych karteczek oczywiście przyciągnęła moją uwagę. Co prawda nie świeciły i błyszczały (jak to srokę mogło zainteresować), ale typowo japońskie wzory jednak przykuły moją uwagę. Origami dla mnie to czarna magia, ale cóż… oczekiwanie na koncert umiliłam sobie przeglądając książki z diagramami.

Na szczęście instruktorka origami – niestety nie wiem nawet jak miała na imię – pozwoliła nam spróbować coś złożyć. Wiadomo – chyba najpopularniejszym wzorem kojarzącym się z Japonią to żuraw.

Moim problemem był niestety ciągle w głowie siedzący paw i zamiast żuraw mówiłam paw. Ania mnie poprawiała, ale chyba po chwili przestała już na to zwracać uwagi. W każdym razie zaczęłyśmy robić pawia… tfu… żurawia.

Najpierw studiowanie diagramu – wydawał się prosty, ale nie dla mnie 😉

Z pomocą oczywiście przyszła nam instruktorka, ale po chwili Ania dawała sobie świetnie radę i już mi tam coś pokazywała. Każda z nas wybrała swój ulubiony kolor 🙂 Ja czerwony a Ania niebieski. Przyznam, że wspólnymi siłami wyszły nam dwa piękne żurawie ( a już chciałam napisać pawie ^..^ )

Powiem, że koncert był ciekawy – krótki, ale pokazujący wspaniałe dźwięki shamisen. Zawsze chciałam usłyszeć ten instrument na żywo i w końcu mi się udało. Członków zespołu było dwóch. Muzyki nie da się opisać – to trzeba usłyszeć na własne uszy. Jedno jest pewne – można się zakochać w tej muzyce.

 

Z pozostałych atrakcji jakie warto wspomnieć to pokazy walk oraz o atrakcji przede wszystkim dla dzieci – malowanie twarzy. Dzień minął bardzo szybko a do domu wracaliśmy późnym wieczorem jak nie nocą. W domu byłam po 2 ^..^

Było jak zawsze wspaniale 🙂